Pamięci o Żołnierzach Wyklętych nie można zabić ani wymazać.
W styczniu 1944 roku Armia Czerwona, wkraczając na nasze ziemie, nie niosła Polsce wolności ani pokoju. Po początkowym współdziałaniu z oddziałami AK przeciwko Niemcom, NKWD przystępowało do aresztowań oficerów. Zwykłych żołnierzy wcielano do wojsk Berlinga. Eksterminowano przede wszystkim inteligencję, aby jak najbardziej osłabić żywioł polski. Mimo to, konspiracja, choć znacznie osłabiona, stała na straży niepodległości. Opór przeciwko sowieckiej dominacji od razu przybrał formę zorganizowanej walki zbrojnej, która trwała do końca lat czterdziestych, a na niektórych terenach znacznie dłużej.
Wiedza o tamtych wydarzeniach jest wciąż niepełna. W potocznej świadomości nadal pokutują fałszywe stereotypy, będące produktem komunistycznej propagandy. Do ich ugruntowania przyczyniają się peerelowscy pseudo historycy, którzy przez 45 lat nazywali ten okres „epoką walki o utrwalenie władzy ludowej”. Stworzony przez nich skrajnie fałszywy obraz historii lat czterdziestych i pięćdziesiątych trafił do podręczników, encyklopedii i okolicznościowych artykułów prasowych. Aparat propagandowy PRL dbał również o to, aby uczestników konspiracji antykomunistycznej zohydzić moralnie, przypisując im wszelkie zbrodnie. Była to świadoma i długotrwała polityka.
Fizyczna eksterminacja żołnierzy antykomunistycznego podziemia nie wystarczyła komunistom. Dobrze wiedzieli, że z ofiary ich życia może w przyszłości powstać mit, z którego nowe pokolenia Polaków będą czerpały siłę do walki z komuną. Właśnie dlatego zabitych oraz zakatowanych patriotów potajemnie chowano w takich miejscach, by nie został po nich nawet krzyż na mogile. Komuniści starali się, aby tych, którzy zdecydowali się na zbrojną walkę z nimi unicestwić moralnie. Szczególną rolę na tym polu odegrali pisarze. Przez cały okres PRL-u wydawano książki, w których żołnierzy podziemia antykomunistycznego przedstawiono jako rabusiów, wykolejeńców i degeneratów, mordujących kobiety i dzieci.
Tak zwani ludzie kina nie pozostawali w tyle za literatami. Do tego trzeba doliczyć ogromną liczbę artykułów, także w prasie codziennej, pisanych głównie przez byłych funkcjonariuszy UB, ale też i sztuki bardziej subtelne: poezję a nawet malarstwo. Ich celem było „utrwalenie władzy ludowej” w świadomości społeczeństwa i wytworzenie nowej moralności, w której dobro stawało się złem.
Peerelowską propagandę wspomagali niektórzy działacze tak zwanej „opozycji demokratycznej” i związani z nimi historycy nie potrafiąc, bądź nie chcąc, wyjść poza oficjalne schematy. Polskie podziemie antykomunistyczne w ich publikacjach zwane było w dalszym ciągu „bandytami”.
W rzeczywistości politycznej, opartej na fundamencie Okrągłego Stołu i „grubej kresce” nie było miejsca na oddawanie hołdu ludziom, którzy w obronie naszej niepodległości, tradycji i wiary, do komunistów po prostu strzelali. Dla środowisk postkomunistycznych oraz osób, dla których celem jest zalegalizowanie udziału postkomunistów w życiu publicznym III RP (także w sferze moralnej), żołnierze antykomunistycznego podziemia pozostają nadal przedmiotem ataku. Dla żołnierzy walczących o niepodległość RP, II wojna światowa nie zakończyła się chwilą opuszczenia ziem polskich przez niemieckiego okupanta. W maju 1945 roku - w „miesiącu zwycięstwa” - na ziemiach polskich trwało już antykomunistyczne powstanie. W beznadziejnych warunkach, przy całkowitej obojętności świata, żołnierze niepodległościowego podziemia do połowy lat pięćdziesiątych prowadzili walkę z drugim okupantem i rodzinnymi kolaborantami.
Pierwsze kroki związane z uhonorowaniem członków organizacji i grup niepodległościowych, którzy rozpoczęli walkę z okupantem sowieckim i wysługującymi się im komunistami podjęto po upadku PRL-u.
Jednak dopiero w 2001 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął uchwałę uznającą zasługi organizacji i grup niepodległościowych, które po zakończeniu II wojny światowej zdecydowały się na podjęcie nierównej walki o suwerenność i niepodległość Polski.
Dalsze zabiegi środowisk kombatanckich, pragnące godnego i należytego upamiętnienia bohaterów podziemia antysowieckiego, zwanych obecnie Żołnierzami Wyklętymi, przyniosły owoce po kolejnych latach. W 2010 roku prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Lech Kaczyński, podjął inicjatywę ustawodawczą i projekt z cennym uzasadnieniem został przekazany do prac sejmowych .
W hołdzie „Żołnierzom Wyklętym” - bohaterom antykomunistycznego podziemia niepodległego bytu Państwa Polskiego, walczącym o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienia dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego z bronią w ręku, jak i w inny sposób przeciwstawiających się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu, dnia 3 lutego 2011 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął ustawę o narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Jako dzień ich upamiętnienia, wyznaczył 1 marca, który stał się świętem państwowym. To symboliczne odniesienie do przywódców antysowieckiego i antykomunistycznego polskiego ruchu oporu. 1 marca 1951 roku, w piwnicy mokotowskiego więzienia UB, zostało zamordowanych strzałem w tył głowy siedmiu członków IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość: ppłk Łukasz Ciepliński, mjr Adam Lazarowicz, mjr Mieczysław Kawalec, kpt. Józef Batory, kpt. Franciszek Błażej, por. Karol Chmiel, por. Józef Rzepka.
Tego dnia upamiętniamy wszystkich, którzy w latach 1944-1963 podjęli trud walki z wrogiem na obszarach od Odry do Nysy, po granicę wschodnią II RP- do ostatniego z nich, sierżanta Józefa Franczaka „Lalka”, który zginął w walce 21 października 1963 roku.
Opracował: Marek Kalisz

